Czy dbanie o zdrowie może niszczyć?
Czy dbasz o zdrowie, czy masz obsesję?
Wielokrotnie jestem pytana o to, co robię, aby zwiększyć swoje szanse na dożycie 22 wieku. Część pytających oczekuje, że odpowiem coś w stylu: “mam zespół wyspecjalizowanych agentów AI, każdy z nich mierzy każdy mój oddech i grymas twarzy, a ja co pół godziny dostaję informację co dokładnie zrobić w każdej sekundzie mojego życia aby zoptymalizować oczekiwany czas przeżycia w zdrowiu”
Otóż nie.
Moją największą supermocą jest rozumienie, czym są banały w zdrowiu. Banały to często udowodnione prawdy, mające dużą moc, które zaczęły być ignorowane, bo były często powtarzane.
Ja ich nie ignoruję. Mocno pilnuję snu, ćwiczeń, diety, badań profilaktycznych. Dodaję bardziej zaawansowane aktywności jak korzystanie z CGM czy narzędzi AI, czasem stosuję leki zanim rozwinie się choroba i chcę być jedną z pierwszych osób, które wiedzą o medyczno-technologicznych przełomach*. Ale nie mam wątpliwości która z tych rzeczy zabiera 20% wysiłku a daje 80% efektów**, a która - na odwrót.
Generalnie uważam, że prawie każdy wysiłek włożony w dbanie o zdrowie jest opłacalny (jak policzyć ROI-a z każdego dodatkowego dnia przeżytego w zdrowiu?). Dziś porozmawiajmy sobie jednak o tym “prawie”…
Zdrowizm i perfekcjonizm
Longevity to profilaktyka, ale też założenie, że proces starzenia można i należy modyfikować na poziomie indywidualnym przez intensywne protokoły interwencyjne. Obejmuje to różne działania: od monitorowania biomarkerów, przez terapię osoczem czy stosowanie leków off-label (poza głównym przeznaczeniem), po ekspozycję na zimno. Wszystko jednak wywodzi się z kluczowej hipotezy: że to ja, jako jednostka, jestem odpowiedzialna za swoje zdrowie i mogę je modyfikować.
Ta idea, przedstawiona w sposób skrajny, została opisana prawie 50 lat temu jako zdrowizm (=healthism). Zdrowizm to obsesja na punkcie zdrowia osobistego jako podstawowego (często jedynego) punktu odniesienia dla definiowania i osiągania dobrostanu; celu osiąganego głównie poprzez modyfikację stylu życia, z pomocą terapeutyczną lub bez. [1]
Nasz własny wpływ na swoje zdrowie jest udowodniony i generalnie wiemy, co możemy zrobić żeby uniknąć 70% śmierci przed 75 rokiem życia. Jednocześnie na nasze zdrowie ma wpływ mnóstwo rzeczy niezależnych od nas: środowisko, geny czy dostępna opieka zdrowotna.
Skrajne rozumienie odpowiedzialności za swoje zdrowie może doprowadzić do kultury, w której obarczamy winą za chorobę osoby chore, widząc je jako niezdyscyplinowane i niewyedukowane. Samokontrola posunięta do granic absurdu może być odbierana jako sygnał “sprawczości zdrowotnej” i przynależności do klasy o wyższym statusie, a dbałość o zdrowie może być kolejnym objawem niezdrowego perfekcjonizmu. Powstało zresztą o tym kilka książek [2]
Pytanie brzmi: czy skrajna pogoń za zdrowiem i długowiecznością może być szkodliwa dla zdrowia i długowieczności? Okazuje się, że czasem tak.
Kiedy chorujesz dbając o zdrowie
Najciekawsze pod względem jakości badania jest badanie prowadzone przez 20 lat na prawie 400k pacjentach stosujących codziennie różne suplementy diety. Nie wykazało ono różnic w długości życia, a w zasadzie wykazało nieznaczne zwiększenie ryzyka zgonu (o 4%) u tych stosujących suplementy. [3]
Suplementacja zresztą jest bardzo podchwytliwym tematem. Mamy np. badania wskazujące na to, że przyjmowanie antyoksydantów w tabletkach (jak beta-karoten czy wit. E) może zwiększać ryzyko śmierci. [4] A suplementacja popularnego kwasu omega-3 może zwiększać ryzyko migotania przedsionków. [5]
Nie oznacza to jednak, że wszystkie suplementy są złe, a nawet - że te wymienione są złe. Oznacza to, że decyzja o ich przyjmowaniu powinna zapadać świadomie, z udziałem lekarza, z uwzględnieniem personalnej historii zdrowotnej.
Spodziewałam się też, że obsesyjne śledzenie smartwatch’y może prowadzić do upośledzenia, a nie poprawy snu. I są o tym doniesienia naukowe - zarówno opisy przypadków (uwaga, opis przypadków ma niższą wartość naukową) jak i badania przekrojowe. [6] [7] To zjawisko dorobiło się nawet swojej nazwy - ortosomnia.

Podobnie brzmiące zjawisko - ortoreksja - dotyczy obsesji na punkcie “zdrowego” jedzenia, posuniętej do takiego stopnia, że może ograniczać przyjmowanie potrzebnych składników odżywczych. Okazuje się, że bardziej narażeni są ludzie wyedukowani w zdrowiu, jak dietetycy, lekarze czy pielęgniarki. [8] Czytasz Cel22? Pewnie jesteś w grupie ryzyka.
Disclaimer
Szukałam mocno twardych badań nad negatywnymi skutkami obsesyjnego dbania o zdrowie, ale znalazłam je w ograniczonej liczbie i w ograniczonej mocy. Jest sporo badań nad konkretnymi interwencjami, które - mimo swojej popularności - nie muszą przynosić skutku zdrowotnego (i jedna po drugiej rozbieramy je w kolejnych notkach), natomiast mało jest twardych, mocnych danych na szkodliwość zbyt intensywnego dbania o zdrowie per se.
Dlatego ja podtrzymuję swoje stanowisko: lepiej dbać za bardzo, niż nie dbać wcale. A najlepiej dbać intensywnie, ale z głową.
I zdecydowanie lepiej wiedzieć wcześniej o przełomach, które właśnie się dokonują. Nawet jeśli na początku nie mają jeszcze wieloletnich badań nad swoją skutecznością.
Co ja robię z tymi informacjami?
Z ciekawością i nadzieją obserwuję rozwój rynku longevity, ale nie daję się zwariować. Moja bańka znajomych prześciga się w liczbie badań i interwencji medycznych, a ja pilnuję, żeby nie mieć FOMO.*** Dla dożycia 22 wieku krytyczny jest dobrostan psychiczny i jest on dla mnie ważniejszy, niż aktywności na pokaz. Staram się też słuchać swojego ciała i nie polegać tylko na wynikach ze smartwatchy i smartfonów (ocena snu dokonywana przez mój zegarek w ostatnim roku wskazywałaby, że nie powinnam normalnie funkcjonować).
Wyślesz tę notkę osobie, która mogłaby mieć mniejszy niepokój dbając o swoje zdrowie na co dzień? Będzie Ci wdzięczna!
A prywatnie w teraźniejszości…
Tak jak każdy, tak i ja mam w życiu trudniejsze, bardziej napięte okresy. Wtedy na pierwszy plan wychodzi praca, a na drugi i kolejny - rodzina i zdrowie. Nie umiem ocenić, czy jest to optymalizacja czasu potrzebnego do pracy, czy po prostu słaba organizacja i brak dyscypliny. Tak czy siak, w takich okresach rzadziej ćwiczę, a moje samopoczucie gwałtownie spada.
Za każdym razem kiedy w takich sytuacjach uda mi się już rozruszać ciało i wyczyścić głowę zauważam, że brak treningu to ogromny kontrybutor spadku nastroju. I za każdym razem obiecuję sobie, że jak znowu będzie ciężko, to się zmuszę do treningu (lekki trening też ok), bo z moich obserwacji wynika, że z pewnością będzie mi lepiej po treningu.
Ostatnio więc mąż mnie zabrał na kilkugodzinne chodzenie po górach. Ta złota aktywność powinna być elementem zaleceń lekarskich!
*Bo przyszłość jest dziś, tylko nierówno rozdystrybuowana. Obserwuję to na każdym kroku.
**Zasada Pareto (reguła 80/20) to koncepcja sugerująca, że około 80% efektów wynika z 20% przyczyn.
***FOMO - fear of missing out, obawa, że się zostanie z tyłu
[1] https://journals.sagepub.com/doi/10.2190/3H2H-3XJN-3KAY-G9NY
[2] The Wellness Syndrome czy Natural Causes: An Epidemic of Wellness, the Certainty of Dying, and Killing Ourselves to Live Longer,
[3] https://jamanetwork.com/journals/jamanetworkopen/fullarticle/2820369
[4] https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC3765487/
[5] https://www.ahajournals.org/doi/10.1161/CIRCULATIONAHA.121.055654
[6] https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC5263088/


