W podcastach popularnych influencerów zajmujących się longevity wielokrotnie słyszałam, że ewolucja preferuje zdrowie w wieku produkcyjnym nad zdrowie w wieku poprodukcyjnym. To znaczy, że kiedy osiągamy wiek, w którym nie możemy mieć dzieci, powinniśmy ewolucyjnie gwałtownie zacząć się starzeć. Miałoby to być wyjaśnieniem takich zjawisk jak np. postępująca utrata zębów w starszym wieku, a brak zębów oznaczał kiedyś śmierć głodową.
I faktycznie, dobór naturalny słabo widzi to, co dzieje się po rozrodzie. [1] Ale czy to tłumaczy ludzką starość i utratę zębów? I co jest pierwsze: starość, która zabiera zęby, czy zęby, których utrata przyspiesza starość?
Lepiej palić niż nie mieć zębów?
Metaanaliza na 6 mln pacjentach mówi bardzo wyraźnie: zapalenie przyzębia to 46% większe ryzyko zgonu z jakiejkolwiek przyczyny, w tym z przyczyn sercowych czy nowotworowych. Brak zębów to ryzyko zgonu większe aż o 66%. [2]
7,5 letnie badanie na prawie 4,5 mln pacjentów z Korei podaje, że każdy brakujący ząb to o 1% wyższe ryzyko zawału, o 1,5% wyższe ryzyko niewydolności serca i udaru, i o 2% wyższe ryzyko zgonu z jakiejkolwiek przyczyny. [3]
Co więcej, u mężczyzn brak zębów jest najważniejszym predyktorem śmierci zaraz po wieku. Wyprzedza nawet palenie papierosów. [4]
Inne duże badanie pokazuje, że u osób >65 r.ż. z powyżej 20 zębami było sporo mniejsze ryzyko przejścia ze stanu zdrowia do niepełnosprawności lub śmierci. Wśród grupy ≥85 lat była dłuższa oczekiwana długość życia (+57 dni u mężczyzn, +15 dni u kobiet), dłuższe zdrowe życie (+92 i +70 dni) oraz krótsze życie z niepełnosprawnością (−35 i −55 dni) w ciągu 3,8 roku obserwacji. Podobne zależności zaobserwowano wśród młodszej grupy. [5]
Licznik to (nie) sprawca
Czy zatem mogę powiedzieć: dbaj o zęby, będziesz żyć dłużej? Naukowo byłoby to naciąganie dowodów.
W niektórych badaniach badacze skorygowali wskaźnik ryzyka związany z chorobą zębów o wiek, palenie czy status społeczny. Taka korekcja istotnie obniżała ryzyko śmierci związane z samą chorobą zębów. [10] Sam status społeczny i nawyki może tłumaczyć aż połowę ryzyka przypisanego zębom. [11]
Konsensus Europejskiej Federacji Periodontologii i World Heart Federation z 2020 r. stwierdza, że istnieją mocne dowody epidemiologiczne na dodatni związek między zapaleniem przyzębia a chorobą wieńcową, ale równocześnie, że nie ma wystarczających dowodów, by potwierdzić lub odrzucić potencjalną korzyść z leczenia zapalenia przyzębia w zapobieganiu lub opóźnianiu zdarzeń miażdżycowych. [6] To oznacza, że chore zęby idą w parze z chorobami kardiologicznymi, ale niekoniecznie muszą być ich przyczyną.
Z drugiej strony mamy dowody, że leczenie zębów poprawia funkcje fizjologiczne organizmu. Intensywne leczenie przyzębia może poprawić funkcję śródbłonka w długim terminie, [7] obniżać CRP (wskaźnik zapalenia) o 0,69 mg/l - efekt porównywalny z przyjmowaniem leków, [8] czy istotnie obniżać ciśnienie. [9] Każde z tych efektów ma istotny wpływ na zachowanie zdrowia.
Jeśli chodzi o wpływ chorych zębów na cukrzycę, mamy najtwardszy dowód interwencyjny. Analiza Cochrane* mówi o tym, że leczenie przyzębia obniża HbA1c o 0,43-0,50 pp. po 3-12 miesiącach. [12] To spora różnica.
Sztuczne zęby jak prawdziwe
Co ciekawe, bardziej istotna niż liczba zębów może być zachowana funkcja żucia.
Kiedy w amerykańskim badaniu pacjentom z małą liczbą zębów żujących uzupełniono braki implantami, nadwyżka ryzyka zgonu zniknęła do zera [14]. U osób z protezami związek utraty zębów z demencją przestawał być istotny. [15]
W Japonii natomiast powstała koncepcja kruchości jamy ustnej jako próba zobiektywizowania funkcji jamy ustnej. W jednym z badań zdefiniowano ją jako spełnienie ≥3 z 6 kryteriów (liczba zębów, zdolność żucia, sprawność artykulacyjna, siła języka, subiektywne trudności w jedzeniu i połykaniu). Występowała u 16% uczestników i wiązała się z 2,4-krotnym ryzykiem kruchości fizycznej, 2,2-krotnym sarkopenii, 2,3-krotnym niepełnosprawności i 2,2-krotnym zgonu. [13]
Bakteria, która miała powodować Alzheimera
Pamiętasz nagłówki sprzed kilku lat o tym że bakteria znaleziona w dziąsłach miała wpływać na rozwój choroby Alzheimera? Badanie cytowane setki razy pokazało toksyny bakterii P. gingivalis w mózgach zmarłych [16].
W badaniu pokazano, że celowane leczenie trafiało w cel (bakterię), ale nie zmieniało przebiegu choroby. Autorzy przeglądu podsumowują to w ten sposób: obecne dowody wskazują raczej na zróżnicowany stopień prawdopodobieństwa niż na pewność co do związku przyczynowego. [17]
Przełomy w medycynie są trudne. Dobrze, że do uznania jakiegokolwiek leczenia potrzeba nam solidnych badań potwierdzających jego skuteczność.
Co ja robię z tymi informacjami
Myję i nitkuję zęby, chodzę do dentysty co pół roku i umawiam od razu pół rodziny. Moja 1,5 roczna córeczka też już chodzi do dentysty, chociaż spokojne obejrzenie jej zębów graniczy z cudem (i wymaga tańców, bajek, śpiewania i stawania na głowie).
Ja osobiście dbam o zęby tak, jakby również wspierały moje długie życie w zdrowiu, a nie tylko były jego markerem. Zdrowie zębów (i jamy ustnej) wpływa na funkcje organizmu, więc może wypływać również na długość życia w zdrowiu (nawet jeśli brakuje nam dużych badań z solidnymi punktami końcowymi). Poza tym chcę mieć swoje zęby w 22 wieku.
Znasz osobę, kto dba o zdrowie? Prześlij jej tę notkę, będzie Ci wdzięczna!
A prywatnie w teraźniejszości…
Jakiś czas temu dołączyłam do organizacji zrzeszającej przedsiębiorców. Na dedykowanych spotkaniach możemy porozmawiać o różnych wyzwaniach związanych i z biznesem, i z życiem osobistym. Bardzo często na takich spotkaniach rozmawiamy o trudach i radościach związanych z wychowaniem dzieci.** Jestem nieustannie zaskoczona, jak bardzo uniwersalne są wątpliwości i obawy rodziców - niezależnie od tego, czy ich dziecko ma 2 lata czy 15.
Poza tym uważam że zdrowa, dobrze funkcjonująca rodzina jest fundamentem do budowania stabilnego biznesu. Mając tyle stresu w jednym sektorze życia, niezbędnym jest mieć oparcie w drugim.
Dlatego sztuczne rozdzielanie “życia rodzica” i “życia przedsiębiorcy” i np. obrażanie się na profesjonalnych social mediach, kiedy post dotyczy dzieci, uważam za absurdalne. Szczególnie, że kobiety w szczytowych momentach aktywności zawodowej często są matkami i to na nich biologicznie spoczywa więcej odpowiedzialności za dziecko (ciąża, karmienie), a ich role zawodowe i rodzinne się przenikają.
*Badania klasy Cochrane cechują się wysoką obiektywnością.
**Większość osób w tej organizacji to mężczyźni, więc uprzedzając komentarze, to nie kobiety nakręcają te rozmowy.
[1] https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/0022519366901846
[2] https://journals.sagepub.com/doi/10.1177/0022034520952401
[3] https://journals.sagepub.com/doi/10.1177/0022034518814829
[4] https://academic.oup.com/biomedgerontology/article/78/1/167/6540475
[5] https://journals.sagepub.com/doi/10.1177/0022034517713166
[6] https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/jcpe.13189
[7] https://www.nejm.org/doi/10.1056/NEJMoa063186
[8] https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/jcpe.13709
[9] https://academic.oup.com/eurheartj/article/40/42/3459/5556904
[10] https://www.frontiersin.org/journals/cardiovascular-medicine/articles/10.3389/fcvm.2021.621626/full
[11] https://jech.bmj.com/content/67/5/392
[12] https://www.cochranelibrary.com/cdsr/doi/10.1002/14651858.CD004714.pub4/full
[14] https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/jre.70096
[15] https://www.jamda.com/article/S1525-8610(21)00473-4/abstract




No i teraz mnie zęby rozbolały... Najgorsza ze wszystkich projekcji małej hipochondrii 🫣