Lubię horrory. A ponieważ bardzo trudno znaleźć dobry horror, to nieustannie razem z siostrą oglądamy horrory o ocenach na Filmwebie poniżej 5/10. Oglądałyśmy już takie bzdury, że chyba nic mnie w filmach więcej nie zaskoczy.
Szczególnym rodzajem horrorów są filmy o zombie. Co ciekawe, te akurat mogą mieć coś wspólnego z naszym organizmem. Bo jeśli zejdziemy na poziom komórkowy, okaże się, że nie wszystkie nasze komórki są normalne - część z nich powinna umrzeć, bo już się nie dzieli, ale nadal egzystuje i oddziałuje na swoje otoczenie. Trochę jak zombie.
Rynek longevity wziął komórki zombie na celownik i śmiało aplikuje leczenie u zdrowych ludzi, które ma te komórki skutecznie zniszczyć. Czy takie działanie jest zasadne? Kiedy tak, a kiedy nie? I czy komórki zombie są faktycznie zombie, czy może spełniają jakieś potrzebne funkcje fizjologiczne? (spoiler: tak, spełniają, więc zombie to słabe określenie)

Senolityki, senescencja i inne trudne słowa
60 lat temu zostało laboratoryjnie udowodnione, że komórki dzielą się określoną liczbę razy, a później ich podział się zatrzymuje. [1] W zależności od wielu różnych czynników, m. in. od typu komórki, w określonym momencie starzenia czy uszkodzenia wybiera jedną z trzech dróg.
Mała część komórek (tych szczególnie trudnych do odtworzenia) żyje w spokoju jak najdłużej. Duża część komórek (miliony każdego dnia) popełnia samobójstwo (=apoptozę). Kolejna część komórek idzie na emeryturę i ta właśnie grupa nazywana jest komórkami zombie, a prawidłowo - komórkami senescentnymi. Grupa ta powinna teoretycznie popełnić samobójstwo, bo już się nie dzieli, ale wybiera egzystencję skupioną na informowaniu otoczenia, że coś jest nie tak. Komórki te aktywnie wydzielają substancje prozapalne, prowadząc do przewlekłego stanu zapalnego jeśli nie zostaną w odpowiednim czasie usunięte przez układ odpornościowy.
Im jesteśmy starsi i bardziej schorowani, tym więcej mamy komórek zombie. Z drugiej strony, jeśli komórka która miała umrzeć, a nie umarła, nie zostałaby komórką zombie, to mogłaby zostać komórką nowotworową - dzieląc się w nieograniczony sposób. Dlatego uważa się, że mechanizm działania komórek zombie (=senescencja) jest mechanizmem chroniącym nas przed nowotworami. [2]
A co gdyby tak farmakologicznie zabić komórki, które nie chcą umrzeć, a powinny? To właśnie robią leki zwane senolitykami. Leki te biologicznie przypominają komórkom zombie jak przeprowadzić samobójstwo. I mamy dowody, że senolityki faktycznie zmniejszają liczbę komórek zombie u ludzi. [3] I co z tego?
Zabić zombie i żyć dłużej
Pomysł, że senolityki pozwolą nam żyć dłużej urodził się z badań na myszach. W 2011 roku udowodniono, że zmniejszenie liczby komórek zombie u myszy opóźnia starzenie mięśni, tkanki tłuszczowej i oka. [4] 5 lat później doczekaliśmy się wyników pokazujących, że takie postępowanie wydłuża medianę życia u myszy aż o 17-35%. [5]
Trzeba było wymyślić lek, który wyczyści organizm z komórek zombie. W 2015 roku odkryto, że wystarczy usunąć z komórek białka chroniące je przed samobójstwem. Wtedy narodziła się grupa senolityków i powstał koktajl dazatynib + kwercetyna (D+Q).
W 2018 roku ukazało się badanie na myszach udowadniające, że podanie D+Q starym myszom zwiększa ich przeżycie o 36% po rozpoczęciu leczenia. [6] Doniesienie absolutnie rewolucyjne, ale nie na ludziach. Nie przeszkodziło to branży longevity w stosowaniu koktajlu D+Q u ludzi, mimo działań niepożądanych (dazatynib to lek na białaczkę)
Lek nie działa
Jedna z firm wycenianych w oczekiwaniu na cudowne działanie swojego senolityku porzuciła program leczenia w chorobie zwyrodnieniowej kolana, kiedy w 2 fazie badań na 183 osobach nie uzyskano pożądanego efektu leczenia. [7][8]
Pierwsze randomizowane badanie z grupą placebo dla D+Q z 2023 roku testowało leczenie u pacjentów z włóknieniem płuc i nie przyniosło efektu leczniczego, ale za to sporo działań niepożądanych. [9]
No i moje ulubione, bo badanie na 60 zdrowych uczestniczkach, ale po menopauzie, badające resorpcję kości, generalnie nie udowadnia efektu leczniczego D+Q. [10]
Lek działa
Jeśli jednak przyjrzymy się dokładnie badaniu na kobietach z menopauzą, okazuje się, że jednak jakiś efekt został osiągnięty. U kobiet z najwyższym odsetkiem komórek zombie lek przyniósł efekt. [10] Podgrupa ta jest za mała, żeby być pewnym dowodem na skuteczność senolityków, ale wskazuje nam kierunek: personalizacja.
W innym badaniu senolityk poprawił funkcję oka u chorych z cukrzycowym obrzękiem plamki żółtej, a jego jedno wstrzyknięcie miało dorównać standardowej terapii. [11][12] Ponieważ jednak badanie minimalnie minęło próg formalny, firma znalazła się w poważnych biznesowych tarapatach.
Tegoroczne badanie senolityku-maści na skórę pokazuje też bardzo obiecujące wstępne wyniki u pacjentów z rogowaceniem słonecznym (=zmiany przedrakowe). Zastosowanie leku spowodowało 46% mniej zmian po miesiącu wobec 11% w kontroli. [13] Zaznaczam jednak, że nie jest to recenzowana praca w czasopiśmie naukowym (jeszcze).
Nie odczłowieczajmy zombie
Widzisz zależność? Osobom chorym i tym ze zbyt dużą liczbą komórek zombie senolityki mogą pomagać. Dla zdrowych dowodów nie mamy.
Mamy za to badania na myszach wskazujące, że komórki zombie mogą mieć ważne role do spełnienia. Wspierają gojenie ran czy pełnią funkcje wyścielającą organy. [14][15] W tym roku ukazało się badanie, w którym zdrowe myszy otrzymały D+Q. Efektem była demielinizacja. [16]
Może być zatem tak, że nasze zombie to jednak nie zombie, ale faktyczni emeryci - niepracujący zawodowo, ale nadal bardzo potrzebni.
Co ja robię z tymi informacjami?
Nie biorę senolityków ani żadnych substancji, które nie mają solidnych dowodów na bezpieczeństwo i skuteczność u człowieka. Każdy kolejny research do notki natomiast utwierdza mnie w przekonaniu, że medycyna przyszłości to medycyna personalizowana, a nawet hiperpersonalizowana. Absolutnym kluczem zdrowia jest dobranie indywidualnego podejścia do indywidualnej osoby.
A prywatnie w teraźniejszości…
Kilka lat temu miałam okazję pobyć trochę w Kalifornii. Największe wrażenie zrobiła na mnie nie Dolina Krzemowa, ale widok dziesiątek bezdomnych schodzących się z kilkunastu ulic do punktu wydawania bezpłatnych posiłków. Obserwowani przeze mnie ludzie byli najpewniej pod wpływem narkotyków, np. fentanylu. Sceneria była jakby żywcem wyjęta z horroru o zombie - ludzie byli powyginani, bełkotali i nienaturalnie powłóczyli nogami. Od tego czasu ilekroć pomyślę o sformułowaniu zombie, momentalnie staje mi przed oczami ta smutna, odczłowieczająca scena. Jak najsilniejsze Państwo świata mogło tak zaniedbać swoich obywateli?
[1] https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/0014482761901926
[2] https://www.nature.com/articles/nrm2233
[3] https://www.thelancet.com/journals/ebiom/article/PIIS2352-3964(19)30591-2/fulltext
[4] https://www.nature.com/articles/nature10600
[5] https://www.nature.com/articles/nature16932
[5] https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/acel.12344
[6] https://www.nature.com/articles/s41591-018-0092-9
[7] https://clinicaltrials.gov/study/NCT04129944
[9] https://www.thelancet.com/journals/ebiom/article/PIIS2352-3964(23)00046-4/fulltext
[10] https://www.nature.com/articles/s41591-024-03096-2
[11] https://evidence.nejm.org/doi/10.1056/EVIDoa2400009
[14] https://www.cell.com/developmental-cell/fulltext/S1534-5807(14)00729-1
[15] https://www.cell.com/cell-metabolism/fulltext/S1550-4131(20)30241-2



Najsilniejsze państwo świata? Miałbym wątpliwości, a przynajmniej co do tego, jak rozumiemy "siłę". Ta sama tradycja szukania cząsteczek, które naprawią organizm, dała nam kiedyś morfinę, potem fentanyl, a dziś d+q. Trudno więc oceniać siłę państwa po laboratoriach, skoro obok nich ulice wyglądają tak, jak opisujesz. Być może to po prostu siła na tle słabszych, jednooki też najlepiej widzi wśród ślepców.
Jest w tym jakiś dualizm: zombie z ulic w dużej mierze wyhodowała ta sama tradycja naukowa i społeczna, która świadczy o sile. W jednym w pełni się z tobą zgadzam: wobec d+q ostrożność jest jak najbardziej na miejscu, bo... No właśnie, fentanyl też kiedyś był obietnicą.